piątek, 6 lipca 2018

50 km

Są wakacje dla takich jak ja. Możemy cieszyć się tą wolnością, by odpocząć od codziennych obowiązków związanych z wykonywaną pracą. BOSKO.

Korzystając z tego, że mogę wsiadłem na rower i ruszyłem przed siebie. Po ostatnich wiadomościach jakie dotarły do mnie, biorąc pod uwagę, że głowa mi pęka w szwach, bo róże myśli kłębią się - wszystkie te ZA i PRZECIW zmianom - musiałem zrobić reset, jakiś odlot.

A że u mnie to nie ma co myśleć o jakichś super środkach, czy metodach to jedyne co mi pozostało, może i dobrze, wskoczyłem na rower i ruszyłem jak przecinak przed siebie. Trasa nie znana, ale miałem dobre rozeznanie z google Maps i bezbłędnie podróżowałem między tymi wszystkimi znanymi ze słyszenia wioseczkami, aż dotarłem do punktu gdzie postanowiłem zatoczyć koło.

Ileż to pięknych krajobrazów widziałem. Oczy cieszyły się tą dziką naturą. Tym pięknem pól i lasów, jezior, stawów, dróg polnych i szosowych. Teraz już wspominając to, czuję zadowolenie w duszy.

Czasem zastanawiałem się: po co? dlaczego? co kieruje ludźmi, którzy żyją na takich krańcach świata jakie mijałem?

Kiedyś wszystko się opłacało, nie ważne, że w promieniu 50 km nie było miasta, budowano! Wznoszono ogromne budynki mieszkalne i zakłady, gdzie była praca i życie się toczyło. Dziś już tam nic nie ma - ruiny.
A przecież mamy wszystko na wyciągnięcie ręki, materiały, firmy, ludzi i sprzęty. Mimo to, wszystko to co, tętniło życiem opustoszało i się wali...

Często w gdzieś niedaleko tych miejsc kiedyś budowano domy i tworzono małe enklawy, dziś te małe enklawy wydają się być horrorem i spędzać ludziom sen z powiek. Bo jak żyć wśród dzikich pól, lasów, bez dostępu do świata? A mimo to, są ludzie którzy takie życie wiodą.
Poznałem kobietę, która codziennie do pracy jedzie rowerem 20 km - zajmuje jej to godzinę czasu - niezależnie od tego czy jest śnieg, czy deszcz ona musi do pracy się stawić - pracuje fizycznie, w pracy pokonuje kilometry, a na koniec musi jeszcze wrócić do domu. Kiedyś przez wieś jeździł autobus, dziś już nie opłaca się puszczać autobusu dla jednej czy dwóch osób...
Smutne.

Głównie co mi się rzuciło w oczy to wszędzie obecne ruiny dużych gospodarstw. Gdzieś stał opustoszały młyn, gdzieś jakaś gorzelnia, gdzieś prawdopodobnie jakieś budynki po PGR - tam kiedyś tętniło życie i wszystkim opłacało się, pracować, dawać pracę i utrzymywać z tego, a dziś już nie ma nic.

Szczęście takie, że większość tych domostw połączona jest drogą asfaltową, dzięki temu jedzie się szybciej, wygodniej i chyba też bezpieczniej :-)

Pokonując te 50 km spotkałem tyle jezior - nie ma co się dziwić, że zwykło się mówić tu o krainie tysiąca jezior :) 10 jezior na odcinku 50 km - zatem nie mało :-D

Droga przez las

Tam w dole było jeziorko ;-)

Ruiny po chyba gorzelni ;D

Gdzieś na rozdrożu w jednej z tych wioseczek na końcu świata ;-)

Takie ładne widoki :) W końcu ktoś hoduje konie xD

Widok na trasę szybkiego ruchu S7 :D

Gdzieś tam w drodze powrotnej :)

Jadąc rowerem od razu naszły mnie wspomnienia o tym jak jeździłem rowerem z moim przyjacielem, którego już nie ma z nami. Wówczas na drodze swojej ujrzałem najprawdopodobniej pliszkę (ciemny ptaszek z żółtym opierzeniem od dołu). Początkowo sfrunęła na tor mojej drogi. Gdy się tylko zbliżyłem wzniosła się w górę. Pokonałem może ze 3 km i sytuacja się powtórzyła, zrobiłem jakieś 8 km i ponownie to samo zdarzenie, co jakiś kawałem widziałem na swojej drodze tego ptaka i tak się zastanawiam, czy to przypadek, czy po prostu mimo iż sam jechałem to ze mną jechał mój przyjaciel? 

Może to brzmi irracjonalnie, ale takie odniosłem wrażenie...



środa, 4 lipca 2018

Odwagi! Dasz radę

Cześć Wam!

Jest 4 lipca 2018 roku, godzina między 10, a 11. To właśnie tu dowiaduję się o tym, że odszedł od nas jeden z moich przyjaciół. 
W sercu czuję ból i niedowierzanie. Smutek. 

I choć to była przyjaźń na odległość, przyjaźń dość krótka, ale specyficzna, bo ilekroć się widywaliśmy, to czułem się wyzwolony, czułem się sobą. Nie potrzebowałem udawać kogoś innego, nie musiałem się starać by ktoś mnie zrozumiał. Rozumieliśmy się. 
Te wszystkie wspólne chwile pozostaną w mojej pamięci na zawsze, zapisały się w sercu i będę pamiętał.

Trudno jest pogodzić się z utratą ważnych ludzi w naszym życiu. Bardzo trudno. 

Ruhe in Frieden,
mein großer Held.

---
W tych krótkich słowach wyżej chyba wyraziłem więcej niżeli mógłbym opisywać swoje życie i stan.  Nie wiem dlaczego, nie wiem po co, ja ciągle udaję kogoś, kim w gruncie rzeczy nie jestem. Dlaczego nie żyję życiem doczesnym i nie cieszę się z każdej przeżywanej chwili? 

- Tak mam na sobie te społeczne kajdany, dalej żyję w szafie. Chociaż nie jeden coming out mam za sobą, to w sercu, w duszy, cierpię z powodu, że przed ludźmi udaję nie-siebie. 

Brakuje mi tej cholernej odwagi by pójść o krok do przodu i cieszyć się życiem. 

Wiele osób mówi mi bym rzucił tę szkołę, tę cholerną wyspę, która nic poza skradzeniem mojego życia nie daje. 
Dla moich bliskich to dziwne i nie do pojęcia, że można poświęcać tak swoje życie... No właśnie - czy życie toczy się dla pracy, czy dla nas samych. 
Wiem, że ta druga wersja jest właściwa, ale nie umiem zrobić kroku do przodu. "Dasz radę" -wielokrotnie powtarzam ludziom, gdy się wahają w życiu, gdy nie są pewni czy coś się uda - a sam sobie nie umiem pomóc.
Tchórzę przed wzięciem życia we własne ręce.

Dziś będąc w kropkowej sieci handlowej na zakupach w moje ręce niespodziewanie trafiła książka: Odwagi! Dasz radę - właśnie leży po prawej stronie i czeka bym ją przeczytał. Chciałem jeszcze napisać tutaj, gdyż moja potrzeba wyrażenia siebie - bez skrępowania sięga szczytów wytrzymałości.

Zdałem sobie sprawę, że ten blog to ja. Wcale nie kolorowany, wcale nie upiększany, wcale nie wyidealizowany, taki prosty, zwyczajny, naturalny ja - taki jaki nie jestem w świecie, którym się otaczam. Przykre, ale prawdziwe...
Dlatego też, cieszę się, że jest to miejsce, gdzie mogę chociaż na chwilę odstawić maskę na bok, odsłonić twarz i powiedzieć co na prawdę czuję.


środa, 16 maja 2018

Marzenia o własnym M

Słusznie ludzie zauważają. 5 Morawieckiego zawitała już na stacje benzynowe. W moim regionie to nawet już podali w wiadomościach, że paliwa najdroższe w kraju.

Uśmiecham się tylko gdy widzę jak inni wstawiają zdjęcia z komentarzami, że drogo, gdy mają jeszcze z przodu 4 :D

U mnie już 5... od dobrego miesiąca ^^

Pisałem ostatnio o właściwościach leczniczych ogrodu. Wieś jak tu spokojnie. Udałem się na przejażdżkę rowerem po lesie. Odetchnąłem troszkę i cieszę się, bo ostatni czas jest mega trudny.

Dostałem propozycję zakupu mieszkania na wsi. Ale co z tego jak to są kwoty odległe i nie na moją biedną belferską kieszeń. A na złość jeszcze mam "stary" kredy co powoduje, że szanse na ziszczenie się mojego poniekąd marzenia zmalały.

Człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy ile to z tym zachodu. Ile samo staranie się o taki kredyt może kosztować. Uprzejma pani w banku wyjaśniła mi krok po kroku wszystkie niuanse - przyznaję szczerze - nic nie zrozumiałem. I nie chodzi o to, że było to nie jasne dla mnie. Było tego tak dużo, że w pewnym momencie już tylko starałem się rozumieć.
Czy za mieszkanie na wsi 110 tysięcy to dużo? Może i tak, może i nie. Wszystko zależy od tego co jest w papierach - w księgach wieczystych wpisane. A tego nie wiem.

Moja rodzinka chce opuścić wieś i iść do miasta. To starsze małżeństwo, które chce być bliżej miasta - lekarza, sklepów, itp. itd. Postanowili sprzedać swoje mieszkanie w domu czterorodzinnym. Oprócz 45 metrów mieszkania jest jeszcze "niewiadome" pomieszczenie gospodarcze i dwa garaże.

Musiałbym poznać numery ksiąg, ale nie zbyt chcę okazywać zainteresowanie zakupem, bo wydaje mi się, że ta cena jest wygórowana. Oczywiście biorąc pod uwagę inne okoliczności nie tylko standard, sąsiadów, lokalizację, stan pozostałych budynków, brak zewnętrznej elewacji/ocieplenia itp. Znając numery mógłbym w banku sprawdzić czy pozostałe budynki brane by były pod uwagę przy zakupie i staraniach o kredyt.

Największym minusem jest to, że posiadam kredyt w innym banku na ładne jeszcze 4 lata z dużo ratą miesięczną... Nie wygląda to dobrze.

Nie wiem nawet czy warto zaprzątać sobie głowę staraniami o ten kredyt.

Patrząc na sam fakt, że trzeba tu posiadać spore środki własne to obawiam się, że nic z tego nie wyjdzie. Oprócz 10% wkładu własnego po drodze pojawiają się jeszcze różnego rodzaju opłaty...

No i tak właśnie kończą się marzenia ;-)

niedziela, 22 kwietnia 2018

Ogród

Moża powiedzieć, że wiosna dotarła na dobre.

Odkąd zrobiło się troszkę cieplej, u mnie na biegunie i tak jest zimno w porównaniu z środkową i południową częścią kraju. No ale co tam będę narzekał - ważne, że jest powyżej 12°C. Mogłoby być gorzej :D

Sezon ogrodowy trwa w najlepsze - a, że ja człowiek natury to tylko wracam z wyspy i rzucam teczkę i lecę do ogrodu. Tam zawsze coś można zrobić, albo zwyczajnie posiedzieć przy zachodzącym słońcu :) Odkąd balkon zamieniłem na rodzinny ogród więcej czasu spędzam na świeżym powietrzu - więcej ruchu - więcej odskoczni od problemów - lepiej się czuję.

Ostatnio z Leną stwierdziłem, że trzeba więcej poświęcać czasu dla siebie. Nie tylko praca. Mimo, iż jest ona moją pasją, to nie można dać się zwariować - bo będzie źle. O czym się już nie raz przekonałem.
A czy pracowałem więcej, czy mniej to i tak te same podejście do mojej osoby osób decyzyjnych. Nawet jeśli coś będą mówiły, to się dowiedzą, że sami sobie winni :D

Odkurzyłem swój rower i staram się coraz częściej rowerować (taki czasownik zasłyszałem ostatnio w radiu...) :) :) :)

Przy okazji przejażdżek odnowiłem kontakt z moją psorką z czasów licealnych. Wspaniała kobieta. Ilekroć się widzimy to nie możemy się nagadać :D Fakt dużo mówimy o pracy, ale jest czas na inne tematy :) Po takich pogawędkach to człowiekowi dużo lżej i jakoś raźniej, że nie jest sam we wszechświecie z tymi durnymi problemami... :d

Chciałbym zamieścić tu jakieś zdjęcie, ale nie wiem czy coś wygrzebię z mojej biblioteczki :D

Idę poszukać :-)

Właściwie to tu nic poza polem nie widać. No może śmieci :/ 

Będąc na przejażdżce rowerem przez las :) 
Być może to ostatnie zdjęcie tych drzew, bo robią czystkę. A ja w tym lesie spędziłem przecież całe swoje dzieciństwo. Dużo wspomnień pozostało ... 

Kolejny już raz kupuję thuje - mam nadzieję, że tym razem przetrwają:
- wrednych sąsiadów;
- mojego cholernie kochanego, ale nawiedzonego psa, który to notorycznie niszczy mi drzewka...

Jakiś ja na rowerze ;-)

A to jedna z głównych tras w Polsce ;-) 

Zatem życzę spokojnej niedzieli :)


niedziela, 8 kwietnia 2018

Asertywność

Czas mówić nie.

Wielokrotnie robię coś, czego nie pragnę, tylko dlatego by nie wyjść na nieuprzejmego. Po to aby nie sprawić komuś przykrości, by nie zostawiać kogoś samego z zadaniem.

Ale czy ci ludzie pamiętają o mnie? Otóż nie. Pora dorosnąć, pora żyć, a nie tylko przeżywać życie. Asertywność jest tu kluczowa, zwłaszcza by zachować równowagę między pracą, a życiem osobistym.

Za oknom robi się coraz piękniej, a ja nie chcę spędzać kolejnych dni przy papierach, przy przygotowaniach się do zajęć, do nowych durnych wymysłów z KO, czy kogokolwiek innego. Skoro są takie wyspy gdzie lśnią, jednocześnie odrzucając cały ten kram papierów i bzdur wymyślanych ot tak dla zasady, to ja chcę należeć do tej lśniącej części - odmawiam wykonania tego zadania. Oj czas rozłożyć zadania równomiernie, a nie tylko kilku osobom.

Prima aprilis 
P.S. Czy Was też oszukała ministra Z? Tak jak pora w której weszła w życie żałosna podwyżka, tak też i jej wypłacalność, a raczej niewypłacalność jest żałosna.
Jak wykształcić nowe mądre pokolenie, skoro oszczędza się na sektorze, który jest podwaliną do wszystkiego, co nastąpi dalej w życiu tych jeszcze młodych istot.

Czy utrzymywanie bezrobotnego, nieogarniętego obywatela jest naprawdę tańsze, niż wykształcenie go by radził sobie w życiu samodzielnie, płacą przy tym podatki, z których to państwo może potem w coś inwestować?

sobota, 7 kwietnia 2018

Wiosna

I przyszła sobie
Jeszcze chłodna,
podoba się Tobie?

Jest mroźna,
ale to wiosna.

Lubisz ją?
Ja? Ja? O tak.

Zwłaszcza gdy, 
(...) gdy świeci

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

na wsi

Mój los dziwnie się potoczył.

Dziś znowu jestem tutaj, skąd przed laty uciekłem. Wróciłem do domu rodzinnego. Co prawda jest tu już zupełnie inaczej niż było, no ale jednak ...

Teraz mieszkam tutaj w prawdzie sam, no może nie do końca sam, bo z pieskami ... Rodzice wyjechali "za gramanice" i tam próbują szczęścia.
Szczęścia? Hm ... no można tak powiedzieć, próbują spłacić swoje długi jakie zaciągnęli, bo z pracą w najbiedniejszym rejonie kraju, to nie ciekawie. Ale co ja będę wam tu smęcił o słabych zarobkach (już o tym było).

Czasem sobie myślę, że ten spokój panujący na wsi, jest po prostu czymś pięknym. Chociaż z drugiej strony to tęsknię za tym co było w mieście.
Mieszkanie świeżo odmalowane, piękne gładziutkie ściany, ciepło z grzejnika, woda ciepła bez ograniczeń, klatka schodowa posprzątana (no może nie zawsze), blisko do sklepów, blisko do galerii, więcej prywatności.
A tu? Tu dalej ten ponad 100 letni dom, ściany trzeba byłoby wyszpachlować, albo położyć płyty (tego chciałaby mama), zrobić podłogę - położyć panele, nie ma centralnego, są piece kaflowe - kurzy i brudzi się non stop, do sklepów daleko, a już nie mówiąc o galerii -
To wszystko można sobie odpuścić i życie na wsi zaakceptować. Nie jest najgorzej, lecz jaka jest tu perspektywa przyszłości?
Trudno powiedzieć. Ja na swojej wyspie pewnie pracować wiecznie nie będę, a co potem? Co dalej? Gdy misiek wróci do Polszy to będzie musiał znaleźć gdzieś pracę, a skoro bylibyśmy na wsi, to jak? Wtedy trzeba by było znowu przeprowadzić się gdzieś indziej, do miasta - pobliskie miasteczko jest zbyt małe i ryzykowne byłoby tutaj zamieszkać. Stolica regionu jest dalej i tam już jest inaczej, można żyć.

Zastanawiam się dlaczego jeszcze nie zrobiłem kroku do przodu i nie zmieniłem pracy. Nie jest to takie proste, ale może los się uśmiechnie i znajdzie się praca gdzieś w innym miejscu. Tylko czy dostanę etat? Koleżanka po reformie straciła nadgodziny jak również 3 godziny z etatu. Kolega ma tylko etat, ale nie w naszej dziedzinie. Jak przeglądałem oferty to max. co mogli zaproponować to było 15 godzin. Nie wspominając tych ogłoszeń z 2 godzinami ...
Ja na obecnej wyspie mam półtora etatu - więc raj - którego zazdroszczą mi inni. Co z tego jak zadowolenia z pracy momentami nie ma. Wszystko przez podejście ludzi oraz nastawienie dzieci do nauki - a raczej jego brak. Brak jakichkolwiek aspiracji, chęci, upodobań - totalne zero. 90% chodzi z przymusu, albo by zjeść posiłki ciepłe, by rodzice mieli spokój pół dnia w domu, by na wyspie się powygłupiać, poodwalać i pozbijać bąki w "stołki".
Ciężkie czasy nastały.

P.S.
Dopiero w święta znalazłem chwilę czasu by napisać, bo w tygodniu to ta moja praca pochłania mnie doszczętnie. Przesadzam z tym czasem ile go poświęcam na nią. I już wiem, że nie warto, nie za te pieniądze, nie za te podziękowanie jakie się otrzymuje od dyrekcji, rodziców i dzieci.

Niech te ostatnie godziny świat będą dla Was pełne odpoczynku po świątecznych wojażach ;-)