poniedziałek, 4 stycznia 2016

Ucieczka od biedy

Ten post powstał po tym jak przeczytałem post na innym blogu. Mr. Hubus pisze o tym dlaczego nienawidzi swojego miasta. Ja chcę napisać właśnie o tym i o czymś jeszcze.

Ja swojego miasta nie lubię również. Czemu? A no dlatego, że jest małe i bez perspektyw na przyszłość. Niestety ale w takich małych miastach ciężko jest o godne życie. Znajdź człowieku pracę, gdzie będziesz dobrze zarabiał, no mało realne. Owszem można gdzieś się zahaczyć, ale wówczas zarobki są poniżająco niskie. Znam wielu ludzi z tych małych miast/miasteczek, nie wspominając już o wsiach, gdzie sytuacja jest jeszcze gorsza, którzy ledwo wiążą koniec z końcem. 

O ile jest biedronka/lidl i inne supermarkety można się tam zahaczyć zarobki są niskie, lecz pewne. Przeżycie w swoim własnym M, w pojedynkę w takich miastach jest nierealne. Bo co można wynająć za 1300 zł i utrzymać się w dodatku jeszcze. 

Znam ludzi co pracują w supermarketach, kobieta młoda, zarabia właśnie 1300 zł - czy ją stać na własne M - nie. Gdyby wynajęła mieszkanie to na przeżycie zostało by jej przy dobrych wiatrach 200 zł - a tyle na jedzenie, kosmetyki, ubrania, przyjemności typu internet/telefon - to jednak zbyt mało. Wówczas trzeba się tułać po stancjach i wynajmować pokoje z grupą innych ludzi, bo taniej. To dziś jest właśnie standard życia młodych ludzi.

Idźmy dalej, młoda rodzinka 3 dzieci i dwoje dorosłych, on pracuje ma 2 tyś zł. To już jest dużo. Ona wychowuje malutkie dzieci. Za mieszkanie płacą ok 1400 - 1600 zł w zależności od zużycia mediów. Reszta pozostaje na jedzenie to tak średnio 500 zł patrząc ile kosztuje utrzymanie maluchów wiadomo, że wiążą koniec z końcem często gęsto korzystając z pomocy innych. 

Rodzina 4 osobowa, ich dwoje i dwoje dzieci. Mieszkają na socjalu, bo nic innego nie mają, on się łapie czegokolwiek, by zarobić cokolwiek, ona siedzi z dzieciakami. MOPS odwiedzają regularnie, bo przecież przeżyć trzeba. 

Wszędzie jest bieda.

Rodzinka 5 osobowa. Dwoje rodziców 3 dzieci, mieszkają na uboczu, poza wsią. On łapie się za każdą pracę dorywczą - tzn. taką gdzie ktoś zawoła, bo potrzebuje pracownika/pomocnika. Wiążą ledwo koniec z końcem, tu MOPS musi pomóc, bo inaczej klęska. Dzieci często gęsto chodzą wygłodzone. Dobrze, że w szkołach teraz dają jakiekolwiek posiłki, MOPS płaci, ale dzieci przynajmniej raz dziennie mogą zjeść posiłek. To główny powód dlaczego śpieszą do szkoły. 

Inna rodzina wielodzietna, nie będę mówił ile dzieci, bo nie gra to roli, dużo. Pracuje tylko ojciec. Matka pracą nie shańbiona, w domu siedzi. Dzieci głodne chodzą po znajomych, po wsi. Ludzie z litości dokarmiają. 

Kradzieże wśród takich dzieci to standard. One chodzą kraść bo z głodu by poumierali... Karać? Niby należałoby, lecz serce mi się kraje, jak widzę takie głodne dziecko. A przecież to jest "normą". 

Nie pochodzę z rodziny "bogatej". O dostatku w domu nigdy nie było mowy, sam niejednokrotnie cierpiałem z głodu, wiem co to znaczy nie mieć co zjeść. Wtedy jest okropnie. Do kradzieży się nie posunąłem, u mnie w domu to było niedopuszczalne, nie było przyzwolenia, nawet jeśli brakowało jedzenia. 

O tym, że ludzie pracują w warunkach poniżej godności ludzkiej wiem nie od dziś. Wiem, bo sam nieraz byłem tego świadkiem, pracować tak nie pracowałem, bo się nie dałem. Opuściłem wieś, potem miasto. Po studiach mam pracę, dobrze płatną i narzekam, że nie jest mi dobrze. Narzekam, bo warunki są zbyt ciśnieniowe. To jedyny powód. 

Gdy się zastanowić to powinienem przeprosić i cieszyć się tym co mam. Są ludzie, którzy mają dużo, dużo gorzej. Ja ze swojej pensji mogę pozwolić sobie na mieszkanie dwupokojowe, 43 m2. Stać mnie na utrzymanie się, wszelkiego rodzaju dobra typu telefon, internet, tv. Czy mam źle? Nie jedna osoba mi tego zazdrości i powiedziałaby, że mam bardzo dobrze. Bo mam tylko jakoś nie zupełnie to doceniam.

Mój misiek on zarabia niespełna tysiąc złotych. W tym miesiącu jego wypłata wyniesie ok. 600 zł. Bez umowy o pracę, zleceniówki, totalne wykorzystywnie, prace może i spoko, ale tylko dla studentów, jeśli ktoś chce się z niej utrzymać nie jest w stanie. 

Ktoś może powiedzieć, że większość z tych ludzi jest samemu sobie winna. Odpowiadam nie, oni nie zostali nauczeni życia. Szkoła tego nie uczy, bo po co? A po drugie nie może, bo mamy takie a nie inne władze. Wychowania seksualnego nie wolno nauczyć, bo będą zbyt świadomi i będzie mniej dzieci z wpadek. Będą zbyt świadomi swego postępowania. 
A nie oszukujmy się wielu Polaków tego starszego wieku była uczona innego wychowania. Oni nie rozumieją, nie umieją przekazać właściwych wzorców. Ktoś powie po co mają dzieci? A no to efekt może tej nieświadomości co to znaczy mieć rodzinę i jakie płyną z tego obowiązki. 

Poznaję różnych ludzi, poznaję różne rodziny i widzę jak to jest. Świadomość swoich obowiązków wynikających z posiadania potomstwa jest na poziomie 1%. Tzn., że w 99% nasze państwo zawodzi. To straszne.

Wielu tych, którzy się wybili uciekają do większych miast, bo tam można sobie poradzić i przetrwać. Ja w swojej mieścinie nie znalazłbym pracy w zawodzie. Jestem w stolicy regionu, bo tu jest praca. Tu mogę się utrzymać. Cały region to jedno wielkie bezrobocie. Ono dotyka każdego. Mowa, że jest tu praca, to oszustwo, bo praca która uwłacza i nie daje możliwości utrzymania się nie jest pracą. 

Często problem jest też taki, że wielu ludzi nie ma żadnego konkretnego fachu w ręku. Nie chodzi tu tylko o tych co wybrali studia i mają tytuł mgr. Mowa tu też o tych dzieciach, które skończyły 18 lat, szkołę bez zawodówki, a nawet z zawodem. W takiej małej mieścinie 7 tyś mieszkańców. gdzie nie ma zbyt wiele, bądź też w ogóle zakładów, znalezienie pracy jest graniczące z cudem. 

Codzienność życia w tych mniejszych ośrodkach w Polsce jest niehumanitarna. Wiem, że na świecie bywa jeszcze gorzej, lecz to co mamy za oknem wcale nie jest lepsze.

U mnie w mieście, gdzie obecnie żyję, wcale też nie jest kolorowo. Ludzie pracują za 4, bądź 5 zł na kasie w markecie. Chętnie to zacząłbym bojkotować ten market, chętnie bo zacząłbym bojkotować cały ten chłam jaki nas otacza. 

Nie można powiedzieć, że winę ponoszą za to tylko i wyłącznie biedni, niewykształceni ludzie. My jako ogół społeczeństwa, włącznie z naszą władzą na czele (niezależnie od formacji politycznej) jesteśmy temu winni. 

Ucieczka do wielkiego miasta to jedyna szansa na to, że jakoś przetrwamy. Nawet Ci biedniejsi uciekają, Ci bez odpowiedniego wykształcenia, bo tu łatwiej o pracę, bo tu łatwiej jest kupić coś w promocji, idzie przeżyć. 

Sam zastanawiam się nad ucieczką gdzieś dalej, bo jednak dla mnie tutaj nie jest kolorowo, jest trudno. Nie wiem co będzie za miesiąc, czy dwa. 

Taki obraz mamy w Polsce, tego obrazu nie analizują nasi przedstawiciele w parlamencie. Taki obraz ich mało obchodzi. 

Ostatnio mówiliśmy wśród znajomych o tym jakie średnio zarobki panują u nas. Średnia krajowa wielu z nas nie dotyczy. O ile jeszcze najniższą krajową można wyciągnąć to o lepszą wypłatę bardzo, ale to bardzo ciężko. 

Sam chciałbym pracę na stałe, która pozwoliłaby mi ubiegać się o kredyt na mieszkanie, bo po co mam opłacać innych ludzi? Niestety nie jest to takie proste. Przy umowie na 3 lata mogę sobie marzyć dalej o własnym M. 

Czy żyje nam się dobrze? Można po przeczytaniu samemu sobie odpowiedzieć na to pytanie. 

niedziela, 3 stycznia 2016

To już rok 2016

Przejście ze starego do nowego roku 2016 spędziliśmy razem, bez większych wydarzeń w naszym życiu, no może poza jednym "malutkim" :) 

Właściwie to chciałem napisać o czymś innym - Sylwester i Nowy Rok spędziliśmy w objęciach - było bardzo miło, ba nawet milej niż się można byłoby spodziewać :) Z uśmiechem na twarzy przywitaliśmy nowy rok :) 

Wracając to post ten miał być o czymś innym. Byłem sobie ostatnio u fryzjera - Sylwester, chyba należałoby sobie fryzurę odświeżyć. Wchodzę do jednego zakładu, było po 17.00 więc pytam grzecznie, czy jeszcze dałoby radę się wcisnąć? Pani po chwili zastanowienia odpowiada tak. Proszę iść prosto, po schodach na górę... -przepraszam, mam jeszcze jedno pytanie, ile kosztuje strzyżenie? Po czym pani odpowiada 35 zł. W takim razie podziękuję, do widzenia. Dobrze, że zapytałem, bo byłbym na siebie zły. Za 15 min. pracy miałbym płacić 35 zł? Oj, nie w zakładzie do którego chodzę zwykle płacę 15 zł. A kobieta obcina mnie zawsze tak jakbym chciał, jest miło i przyjemnie. Mając krótkie włosy jeszcze nigdy nie płaciłem ponad 30 zł. Owszem zdarzyło mi się zapłacić 30 zł - ale to dlatego, że nie spytałem wcześniej po ile jest strzyżenie, no i było to w supermarkecie z pasażem handlowo-usługowym. Poszedłem więc do następnego zakładu, który był całkiem niedaleko mojego domu. 
Bardzo uprzejma kobieta. Niestety ogólne wrażenie było niezbyt zadowalające. Zawsze mówię jak
Źródło własne
chcę być ścięty, ale ostateczne zdanie zostawiam fryzjerce/fryzjerowi, tak by jedno z drugim pasowało. Tym razem to ja sam musiałem zadecydować, bo pani nie chciała. To było dla mnie szokujące, bo nigdy nie było z tym problemu. W ogóle strzyżenie nie podobało mi się na tyle bym, poszedł tam kolejny raz. Teraz już wiem, że jednak będę zmuszony jeździć na drugi koniec miasta do swojego zakładu, gdzie satysfakcja jest przynajmniej gwarantowana. 
Nie wiem czy to tylko ja tak mam czy wszyscy tak mają, ze wybór fryzjera to nie takie łatwe zadanie? 

Weekend dobiega końca, a jutro czas wrócić do pracy, tak bardzo mi się nie chce :D Jak sobie pomyślę ile pracy mnie czeka, to aż mi źle z tym. Najgorsze jest to "ciśnienie" oraz to, że ciągle mówisz i ludzie nie odchodzą, jest ich coraz więcej. Taka praca :D Może wyjdę rozejrzę się za inną, tylko kto mi zaproponuje na początek dobre pieniądze, tu zarobki są wysokie jak na rodzaj pracy, BOK, umowa o pracę, urlop oraz wszystkie inne warunki wynikające z tego tytułu, każdy weekend wolny. Praca 8-16 bądź 10-18. Brzmi bardzo dobrze, lecz coś jednak wszystko wali w łeb - tym czymś jest "ciśnienie" jak z góry zostaje nałożone. 

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Powrót do codzienności...

Czas świąt dobiegł już końca. Powrót do codzienności był koszmarny. Tym bardziej, że w niedzielę poszedłem spać grubo po 1 w nocy, a wstałem po 6...

Święta w ogólnej ocenie spędziliśmy rewelacyjnie ;) Razem z miśkiem byliśmy u rodziców, jednych i drugich. Także nie ma na co narzekać :) 

Prezenty dopisały, choć największy to dostałem jakieś 3 miesiące temu :) Misiek jest słodki :) Właściwie to nie wiem co mam jeszcze napisać :)

A rodzice jeszcze nie usłyszeli z moich ust, tego, że jestem gejem... ale to chyba już jest oczywiste :D :D :D A nie pytajcie dlaczego ;-) 

Tak na marginesie ktoś, może poleca jakiś dobry internet? Szukam czegoś na naszą stancję, muszę się szybko ogarnąć z tym, zostały mi tylko 3 dni na to bym zakupił neta, bo od 1.01. chciałbym się pozbyć tego pożyczonego :D
Plus/Play? A może coś innego? Kurde wolałbym nie mieć ograniczeń, wiec Vectra była by okej, ale to uwiązanie w umowę na mieszkanie, a tego trochę nie chcę wolałbym uniknąć czegoś takiego... Hm... 

Czasem mam kryzys w pracy, po prostu już mi się nie chce. Chyba się wypalam "zawodowo" :) Ale gdzie ja znajdę tak dobrze płatną posadę w mieście? No kurde, gdzie? W dodatku z wolnymi sobotami i niedzielami...

A jak tam Wasze święta/poświąteczny czas?

czwartek, 10 grudnia 2015

Coming Out - wśród przyjaciół

Ostatnie czasy choć oczarowywały, to stresowały. No jak tu przedstawić swojego misia wśród rodziny? Jak go przedstawić innym, którzy o nas nic nie wiedzą, ew. mogą się domyślać? Nie jest to łatwe :) Ale...

I tak w ciągu jakichś 2-3 miesięcy "musiałem" wyjść z szafy 2 razy. To musiałem jest naciągane, tzn. zmusiłem sam siebie bym przestał udawać, nie ma czasu na tracenie życia. I tak rozmowy o sobie o tym co umie kończyły się zwykle na tym samym, że przyszło mi mówić o sobie. 

Jakiś czas temu, będąc już w związku, powiedziałem swojej przyjaciółce ze studiów o mnie i moim chłopaku :) Innej reakcji się nie spodziewałem, jak ta którą "zastałem". Koleżanka potwierdzała, że się domyślała, zapewniła jednak, że to nie ma przecież znaczenia, nie mam się czym przejmować :) Kamień z serca - bo już jedna osoba więcej jest wtajemniczona.
Źródło własne: gejpisze.blogspot.com
Dziś znalazłem się w niezręcznej sytuacji. Jakiś czas temu opublikowałem zdjęcie, bardzo dwuznaczne. A raczej podpis, który brzmiał "I ♥ you". Krótko po tym dostałem wiadomość o koleżanki z Niemiec: "widziałam twoje wyznanie miłosne, gratuluję :), zdradzisz kim jest ta osoba?" Od razu nie miałem okazji odpisać, a i na pewno nie garnąłem się do tego, gdyż przecież trzeba wyjaśnić coś... Dziś przyszła wiadomość od tej samej koleżanki z przeprosinami, że tak wścibsko zapytała. A tu musiałem już odpisać. Więc napisałem jak to wygląda. Odpowiedź była zadowalająca. W sumie to innej bym się nie spodziewał. Akceptuje to i nie neguje. Pogratulowała i wyraziła pokłady nadziei, że wszystko się ułoży. 

Ale to nie koniec Coming Outów w tym roku, zapowiadają się jeszcze kolejne, te są już przemyślane, w sumie tak jakby zaplanowane. Moja przyjaciółka z dzieciństwa, o której kiedyś wspominałem, również się dowie. Jeszcze stoi pod znakiem zapytania kiedy, ale wkrótce. Zosia to moja przyjaciółka, która zawsze była wzorem dla mnie, od której się nauczyłem nieziemsko dużo, to ona wywołała we mnie chęć do kształcenia się, do tego, że dobro popłaca, że dobro jest piękne i przynosi więcej pożytku :) Zawdzięczam jej naprawdę wiele, stąd też nadszedł czas bym i z nią o tym porozmawiał. Teraz czekamy na spotkanie "po latach" :) Wówczas będziemy mogli sobie swobodnie porozmawiać o tym co u nas :) 

Na pewno w kolejce są ustawieni rodzice. Ci też prawdopodobnie dowiedzą się jeszcze w tym roku. Wszystko zależy od tego jak potoczą się nasze losy, odnośnie wigilii, gdzie ją spędzimy i w jakim gronie stoi jeszcze pod znakiem zapytania. 

Także ta końcówka roku jest na prawdę wyjątkowa pod tym względem, bo o sobie mówię więcej otwarcie jak już :)

Dziękuję każdemu z osobna kto mnie w tym wspierał i wspiera :) Wiem, że to jest ogromna ulga, tak jak Oskar to napisał, kamień z serca. Czujesz się zawsze wolniejszym, wyzwolonym, nic nie ciąży, niczego nie trzeba ukrywać. Piękne to jest :) 

Tym jakże miłym akcentem kończę i wracam do codziennych obowiązków :) 

sobota, 5 grudnia 2015

Żyj chwilą, póki ją masz.

Cześć, 
choć ten post nie miał się pojawić to jednak muszę się wygadać, gdyż nie umiem sobie poradzić z tym wszystkim, co mnie ogarnęło.

Dość szybko zorientowałem się, że moja miłość nie jest taka piękna - gdyż wiele wskazywało na to, że piękna jest, ale...

Mój ukochany od początku wydawał mi się człowiekiem spokojnym, wycofanym, małomównym. Czułem doskonale, że coś jest nie tak. Każdego dnia odczuwałem, że coś Miśka trapi, że coś przede mną ukrywa. 

Na początku szukałem informacji w internecie. Ten podpowiadał to i owo. Zwykle niewłaściwie. W pewnym momencie pomyślałem, żeby jednak udać się na badania. W sumie wypadałoby byśmy się przebadali. Na początku naszej znajomości, myśleliśmy o tym. Z okazji światowych dni walki z ADIS udaliśmy się na badanie. Decyzja podjęta mega spontanicznie, wychodząc z pracy poszliśmy do szpitala. Kolejka była dość długa, ale dostaliśmy się. 

Ku memu zaskoczeniu uprzejma pani poinformowała mnie, że wynik będzie do odbioru, jutro. Jutro? Zapytałam ze zdziwieniem. Tak, mamy teraz z okazji międzynarodowych dni walki z ADIS centrum otwarte od 1 do 4.12. Fajnie pomyślałem, bo już nie muszę czekać do czwartku, tylko następnego dnia. 

Dnia następnego szybko po pracy udaliśmy się do centrum. Z dozą niepewności poszedłem po odbiór wyniku. Tam okazało się, że wynik jest "ujemny". To radość oczywiście. [WYJAŚNIENIE :) Misiek mój odebrał wynik jako pierwszy :) Wynik "ujemny", obaj jesteśmy pod tym względem zdrowi :)) ]

Minęły dwa dni, może trzy pomiędzy mną a Ukochanym czuć było jakieś napięcie. Nie była to kłótnia. Nie było to nic z waśni. Lecz proste pytanie: "Co to jest?" zapytałem wskazując na list. Nadawca dość dobitnie wskazywał, co jest w kopercie. Wtedy też poczułem się niepewnie. Poczułem ten ból i uczucie jakbym stracił gruny pod nogami. 
Straciłem. Ukochany przy okazji tego, że mieliśmy gości uniknął odpowiedzi. Zamykam się przy komputerze w drugim pokoju i czuję płynące łzy. 
Misiek przychodzi pyta co się stało? Nie odzywam się. Po chwili zaczyna mówić. Inaczej niż zwykle. Jest szczery i otwarty. Mówi szczegółowo i dokładnie co i jak było, jak jest. Wtedy usłyszałem to słowo, które przeraża. "Jestem chory... to dlatego ostatnio się na ciebie denerwowałem jak siadałeś do komuputera, bo chciałem porozmawiać." - Teraz rozumiem, dlaczego chciał bym był z nim. Jest mi z tym cholernie źle. Wiem, że chwile te już nie wrócą, a nie chcę żałować, że ich nie wykorzystałem. Strach jest już tak wszechobecny, że nie wiem co począć. Co mam powiedzieć? - Nikt nie umie odpowiedzieć na to pytanie. Nie ma przecież na to odpowiedzi. Chcę mu pomóc. Muszę być dla Niego i dla siebie. 
Czuję się jakbym nie był.

Łzy życia płyną,
łzy błyszczą, 
one jedne mówią,
one jedyne odzwierciedlają
zwierciadłem duszy są.

"A mogliśmy być szczęśliwi tak jak ci na górze." - mój miś 05.12.2015