Czy jest odpowiedź na pytanie: Czy Polacy są tolerancyjni?
Czy uważacie się za tolerancyjnych?
Zawsze wydawało mi się, że jestem osobą tolerancyjną, dziś z perspektywy czasu i pewnych sytuacji, zaczynam powątpiewać w swoją tolerancyjność. Jak właściwie zrozumieć to słowo? Czy to akceptacja wszelakich odmienności, różności, innych zachowań? Czy tylko akceptacja osób o orientacji seksualnej: homo, bi, trans?
Jako, gej, przecież powinienem być tolerancyjny, skoro chcę tego od innych. Czy jestem? Otóż wydaje mi się, że za szybko się rozpędziłem, a tolerancji nie poznałem nigdy w życiu. Owszem akceptuję odmienność, to, że są faceci spotykający się tylko z facetami, kobiety tylko z kobietami, itp. Ale gdy na mojej drodze pojawia się odmienność w postaci innego wzorca kulturowego, inne zachowanie, inny styl inne obyczaje, czasem ta tolerancja zawodzi, przestaje ona być prawdziwa. Chcę wydać krytykę mimo, iż tak naprawdę to guzik mnie powinno obchodzić. A jednak gdzieś po kontach słychać słowa krytyki, słowa obelgi czy czasem nawet obrazy.
Mimo, iż wszędzie mówię: tolerancyjny, ale w gruncie rzeczy chyba jeszcze dużo mi brak. Nie przepadam za zniewiściałością wśród facetów, odmienne style zachowań, często zdarza mi się skrytykować. Oczywiście nie robię tego publicznie, nie obrażam ludzi, nie ubliżam im, ale gdzieś w zaciszu domowym potrafię odnieść się do sytuacji i wyrazić swoje niezadowolenie, swoje zdanie.
Kiedyś byłem świadkiem, jechaliśmy autobusem, przede mną i grupą znajomych stał chłopak z połamanymi nadgarstkami - no sorry ale muszę to tak wyrazić trzymał piękną długą różę, jego głos tak kobiecy, że aż nie mogłem go słuchać. Na przeciwko stał drugi młodzieniec, ładnie ubrany mógłbym powiedzieć, że bardziej przypominał chłopaka niż jego rozmówca.
Gdy znajomi komentowali całą tą sytuację ich gesty, to o czym rozmawiają, itp. starałem się być powściągliwy nie wyrażać swojej opinii by przypadkiem ktoś nie został urażony. Pomimo iż nasze rozmowy toczyły się w języku niemieckim, nigdy nie wiadomo kto nas słucha. Będąc już w domu nie omieszkałem wyrazić swojego zdania - wtedy czułem się jakoś tak inaczej, tak jakbym sam krytykował "swoich". Z drugiej strony ich zewnętrzny image - był dla mnie obrzydzeniem całego homoseksualizmu - no tak kuźwa mnie to brzydziło.
Zamiast nauczyć się ignorancji inności, tolerowania innych zachowań, postępowań i wzorców - gdzieś głęboko siedzi to zakorzenione "wzorcowe wychowanie" heteryka, co to "pedałków" nie lubi. I choć sam jestem tym "pedałem" w potocznym określeniu, to nie uważam się za gorszego z tego względu, a przecież to jakże wulgarne pedał ma na celu poniżenie.
Swoją drogą ciekawiło mnie skąd się wzięło to określenie geja - pedałem? Wszystko tradycyjnie zaczęło się w przeszłości, tu Grecja. Pederasto = miłośnik chłopaków, a później uproszczenie słowa i mamy pedał. No cóż jaki ten nasz język polski dwuznaczny :D
A tu video:
http://socash.tosiewytnie.pl/i,Gej-z-USA-vs-Polacy-Socash,vid,42764,index.html



